Złotoryjski…. ginący szlak

Złotoryjski…. ginący szlak

  • Wpis: Paź 03, 2013
  • Przez:
  • Komentarze: 0

Złotoryja posiada szlak, który wiedzie do … „gdzieś TAM”.

Korzystając z faktu, że nastąpił odstani dzień lata postanowiłem spędzić go w plenerze z rodziną. Wybór miejsca wycieczki padł na Złotoryję. Nie przez przypadek wybrałem to miejsce, ponieważ okolica tego miasta posiada cały szereg atrakcji – począwszy od ruin zamków, przez zabytkowe budynki, na skansenie górniczo-hutnicznym kończąc.

Dojazd

Dojazd do Złotoryi nie powinien stanowić specjalnego problemu. Miasto leży przy autostradzie A4 i bezpośrednio w sąsiedztwie miasta znajduje się zjazd z tej drogi.

Nie trzeba więc specjalnie nadkładać drogi po zjechaniu z autostrady. Przeglądając mapę turystyczną postanowiłem, że rozpoczniemy wędrówkę w samym centrum Złotoryi- praktycznie w Rynku.

Wprawdzie miejsca parkingowe w ścisłym centrum miasta są płatne to w weekendy nie pobiera się żadnych opłat.

Zaparkowałem samochód tuż przy skwerze, na którym stoi drzewo ze znakami szlaków, które przebiegają przez miasto.

Trasa wędrówki

Po przygotowaniu ekwipunku wędrownego i skompletowaniu ubioru całej rodziny udaliśmy się czerwonym szlakiem. Już na początku okazało się, że nie jest to taka prosta sprawa.

Oznakowanie szlaku w mieście daje bardzo wiele do życzenia. Praktycznie po jakiś 100m rozpoczęło się „wymyślanie” którędy wiedzie trasa szlaku. Sugerując się danymi mapy turystycznej wiedzieliśmy jedynie, w którym kierunku należy się kierować.

Po jakiś 500m dopiero w oddali zamajaczył kolejny znaczek koloru czerwonego. Prawdopodobnie oznakowanie zostało zamalowane przy remontach elewacji i nikt nie pokwapił się do tego, aby przywrócić je ponownie.

Jak się okazało to był dopiero początek przygód z tym szlakiem.

Trasa z miasta wiedzie bocznymi uliczkami i dość szybko przeradza się w utwardzoną drogę gruntową, która biegnie małym wąwozem. Tutaj trzeba uważać, ponieważ szerokość drogi pozwala swobodnie poruszać się pojedynczemu samochodowi – mijanka na tej trasie to dość wymagające zadanie dla kierowców. Tym samym turyści także muszą mieć się na baczności i zwracać uwagę na jadące auta.

Wszystko było bardzo fajnie, do momentu kiedy nie wyszliśmy na otwartą przestrzeń i stanęliśmy na rozstaju dróg.

Zgodnie z mapą turystyczną powinniśmy iść prosto, jednak po przejściu blisko 500-600m nie natknęliśmy się na żaden znak czerwonego szlaku. Decyzja?

Wracamy do rozstaju dróg i rozchodzimy się w pozostałych kierunkach w poszukiwaniu właściwej drogi. Poszukiwania „zaginionego szlaku” trwają blisko godzinę.

Całkiem przypadkowo natrafiam na oznaczenie namalowane na drzewie – jakieś 500m od rozstaju dróg, w całkiem innym kierunku niż sugerowałaby to mapa.

Trudno jednak mieć pretensje do mapy, która z założenia nie zawiera całego mnóstwa szczegółów. Poszukiwania właściwiej drogi mocno zdeprymowało moją ekipę. Decydujemy się jednak iść dalej, ponieważ trasa biegnie lasem, gdzie zdecydowanie łatwiej wypatrywać oznaczeń niż na otwartym terenie.

Po blisko godzinnym marszu dochodzimy do asfaltowej drogi. Tutaj powtórka „z rozrywki” – kompletny brak oznakowania, pomimo tego że wokoło sporo trwałych miejsc mogących stanowić świetną lokalizację oznaczenia szlaku.

Przejście blisko kilometra w obie strony asfaltowej drogi nie przynosi odpowiedzi na zagadkę „którędy dalej?”. Na drodze pojawiają się dwie osoby, lekko ubrane bez specjalnego ekwipunku turystycznego.

Pytamy o kierunek, w którym może biec czerwony szlak. Okazuje się, że „miejscowi” nie bardzo są w stanie nam pomóc. Podobno gdzieś „tam daleko” był jakiś szlak, ale nie pamiętają jakiego był koloru.

Jedyny pożytek z rozmowy to w miarę dokładne określenie miejsca na mapie. Ta informacja jednak niewiele nam pomaga. Tutaj zapada szybko decyzja – wracamy, nie ma sensu brnąć dalej szlakiem, który co chwila „ginie w akcji”.

Szybka kalkulacja utwierdza mnie w decyzji – zmrok zapada dość szybko, niebo jest zachmurzone co dodatkowo urwie czasu dnia i przyspieszy mrok. Dotychczasowe doświadczenie z oznakowaniem szlaku nie napawało optymizmem, że szlak zielony, którym planowaliśmy wracać – będzie lepiej oznakowany.

Czy warto?

Odradzam wycieczkę tym szlakiem, ponieważ wycieczka zamieni się w podchody z przeszkodami.

Szczególnie dziwi taki brak oznakowania szlaku, ponieważ większość oznaczeń była niedawno odmalowywana (pewnie jakieś 1-2 lata temu). Niestety osoby, które to robiły nie zadbały o domalowanie znaków w najbardziej newralgicznych miejscach.

Dotyczy to zarówno otwartych przestrzeni jak i samego miasta. Do czasu aż szlak zostanie „doznakowany” odradzam wycieczki tą trasą – zwłaszcza osoby o małym doświadczeniu turystycznym.

p.s.

na osłodę tak zakończonej wyprawy zaskoczyła nas miło restauracja zlokalizowana tuż obok kościoła na ul.Basztowej. Jedzenie bardzo smaczne (menu domowe) i stosunkowo tanie – to miejsce mogę polecić!

Tagi: , ,